Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Survival

nie umrzec z glodu w Los Angeles i Las Vegas

duo.na

Cesarzowej stuknelo 10 lat, gospodarz platformy kazal spakowac manatki, wiec to juz ostatni wpis bedzie. Jako ze, autorka ostatnio bywala na innym kontynencie, o ktorym z reszta juz wspominala, a szalenie zarcie kocha, podzieli sie refleksjami kulinarnymi z ostatniej wycieczki, czyli nie umrzec z glodu w Hameryce. Pie

Przed wyjazdem byl plan sprobowania typowo amerykanskich dan jak: hotdog, hamburger, stek, mac and cheese, oraz na slodko placek jablkowy tudziez borowkowy, paczki z dziurka i lokalne nalesniki, czyli pancakes; oraz dan bardziej dla nas egzotycznych, czyli meksykanskich, jak rowniez kubanskich, ale jak to w zyciu bywa, plan sobie a realia to inna bajka. fish

Pierwszego dnia, szwendajac sie jak zombie po okolicy, w porze obiadowej trafilismy do meksykanskiej restauracyjki serwujacej akurat szwedzki stol meksykanskich dan. Obejrzelismy co mieli, zasiedlismy do uczty i wyszlismy zadowoleni z pelnymi brzuchami. Zjadlam flaki, wieprzowine na kilka sposobow, wolowe duszone bylo nieco zylaste, ale zupa z flakow, pomimo paprykowej oprawy przypomniala mi wszystkie domowe imprezy urzadzane przez Rodzicielke, na ktorych flaczki sie pojawialy. Ta potrawa, choc sprobowalam raz jeszcze w innym przybytku, zdecydowanie w pierwszym byla najlepsza. Meksykanskiej kuchni probowalismy tez w duzo tanszym lokalu, gdzie widzielismy duzo tubylcow. Zamowilismy tacos z wolowina, serem, surowkami oraz ryzem. Najedlismy sie do bolu za niewielkie pieniadze, ale tacos juz nie bedziemy powtarzac, bo maki kukurydzianej nie lubimy. W przyszlosci chetnie sprobowalabym jeszcze innych meksykanskich zup (moze na „glodnym” bede sie popisywac nawet ich gotowaniem).

food_mexican_cheap

Hotdogi testowalismy w roznych miejscach: z wozka przy stadionie koncertowym, z drogiej restauracji specjalizujacej sie w produkcji hotdogow, nawet w sklepach popularnej sieci 7eleven, gdzie byly calkiem smaczne. Parowko-kielbasa nigdy nie byla slodka (jak to jest w Chinach) a zawsze bulka odpowiednio miekka. Obywatela J faworytem byl hotdog z kielbasa kurczak plus suszone pomidory, a moim grzechotnika z krolikiem.

 

Stek razem z indykiem, bo jakze pieczonego indyka nie sprobowac w Hameryce bedac, do pary z mac’n’cheese zostal zalatwiony w kasynie, w restauracji serwujacej tzw. szwedzki stol, dwa razy, oba w Vegas, z reszta. O ile mieso i ryby byly calkiem smaczne o tyle makaron z serem jest zupelnie przereklamowany; tesknic nie ma za czym. Obok roznistych potraw, bylo tez wiele deserow. Sprobowalismy apple and blueberry pies, sernika oraz ciasteczek czyli cookies. Coz, europejskie desery sa najlepsze! Vegasowa cukiernie specjalizujaca sie w paczkach z dziurka, ogloszona jako rewelaca w tripadvisor, mozna pominac: ciasto slone, suche, dekoracja smakowo trzeciego sortu I bardzo slodka, a bita smietana okazala sie sztucznym cukrowym wypelnieniem, ale rozmiarem doughnuty pobily wszystko; chyba wieksze niz moja glowa! 

Hamburger mial byc przebojem Las Vegas, bo tam jest restauracja Gordona Ramsey‘a specjalizujaca sie w tymze daniu, ale choc moj byl dobry (z plesniowym serem), Obywatelowi J nie smakowal zaden, ale krazki cebuli byly najlepsze jakie w zyciu jadlam. Wniosek, by zjesc dobry posilek nie trzeba isc do super reklamowanej restauracji, prowadzonej przez znanego szefa, bo dobrego burgera zjedlismy w zupelnie innym miejscu. Poszlismy zatem do przybytku, ktory ma bardzo „zachecajaca” nazwe The heart attack, czyli atak serca, w ktorym dostaje sie lanie za nie zjedzenie posilku. Prosze mi wierzyc, ze kelnerki nie sa delikatne w wymierzaniu klapsow specjalna lopatka. Zalowalismy, ze wczesniej tam nie wstapilismy, bo ceny byly przystepne nasze burgery smaczne, choc faktycznie zdecydowanie nie malych rozmiarow. 

W czasie wycieczki do kanionu czerwonej skaly, wymienismy sie pogladami na temat amerykanskiego jedzenia z para Brytyjczykow. Mieli takie samo zdanie: olbrzymie porcje, ktorych przejesc sie nie da, na sile wciskane chipsy (na lotnisku serwuja zestawy: kawa i paczka chipsow) i inne niezdrowe przegryzki, slodkie pieczywo oraz decydowanie za slodkie ciasta. Przyznali tez, ze kawa jest kiepska, chyba, ze espresso, ale serwis zawsze doskonaly.

koniec!

Dziekuje wszystkim, ktorzy czytali, komentowali lub cicho wspierali. Nie mam w planach Cesarzowej nr 2, bo koncepcja sie wyczerpala.

Od kilku miesiecy pracuje nad moim wakacyjnym projektem: przejechac Koree Poludniowa na rowerze. Mozna moje zmagania sledzic na projektkp.blogspot.com, w cotygodniowych relacjach. Z dziewczynami planujemy tez przeniesc glodnego na inna platformee. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

 

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci