Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

plaza

duo.na

jak sama nazwa wskazuje, to miejsce do biwakowania, nawet na kaministej namiot da sie rozstawic. Dalian, to miasto portowe, wiec musielismy wybrac sie nad morze, tym bardziej, ze kursuje tam tramwaj, z niewiedziec czemu, bardzo polubilam ten srodek transport. Do plazy dotarlismy w godzinach poludniowych, rodziny chinskie, juz po obiedzie, szykowaly sie do poobiedniej drzemki.

Z braku lokalnego bohatera, zawsze mozna przysposobic figure z zagranicy.



W drodze powrotnej, pomylilam nazwy i wysiedlismy nieco dalej niz planowalismy. W nagrode obfotografowalam przydrozna przyrode.

Przyznaje, Chinczycy robia ladne rabatki, szczegolnie te, z polnych kwiatow przypadly mi do gustu.



Wieczorem wycignelam Obywatela J na kolacje do restauracji, ktora choc ukryta w nieco juz opuszczonej czesci miasta, miala dobre recenzje w internecie.

 



Jagniecina oraz losos, choc nieco suchy, okazaly sie strzalem w dziesiatke, szczegolnie w porownaniu do posilku z poprzedniego wieczora.

Czekajac na kolacje, popijajac drinki, przez szybe ogladalismy wieczorna rozrywke osob w podeszlym wieku, czyli gimnastyke-marsz. Wyjazd dobiegla konca. Nastepnego nie planujemy do czasu wsteplowania nowych wiz do paszportow, co nastapi, jak wiemy z ubieglorocznego doswiadczenia, nie wiadomo kiedy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

  

odpoczynek

duo.na

Chinczycy jakos tak dziwnie maja, ze kierowca, to musi odpoczywac z nogami w gorze.

zdobywanie Port Arthur,

duo.na

czyli chinska mitologia. Chinczycy lubia doradzac szczegolnie, gdy znaja temat z ksiazek lub artykulow. Napisane jest, ze w miescie X trzeba zjesc robaki, to bezrefleksyjnie beda powtarzac. Napisane jest, ze trzeba udac sie do parku rozrywki, jak wyzej. Niewazne, ze park jest dla dzieci a zainteresowany jest osoba dorosla bez przychowku.

Wspomnialam, ze wybieram sie do Dalian. Oczywiscie wszyscy gromko krzykneli, ze musze zjesc owoce morza, ale nikt nie byl w stanie zasugerowac restauracji, nawet osoby, ktore w miejscowosci byly lub tam mieszkaja. Juz mnie to nie dziwi. Miejscowosc jest oddalona  tylko 2 godziny jazdy pociagiem, dwa dni, wytrzymam..... McDonald jest chyba wszedzie (nie jestem fanka, ale cos jesc trzeba)! Znalazl sie nawet KFC w budynku, ktory przypominal bardziej kosciol niz restauracje.

kfc3

Zarezerwowany zostal hotel w porosyjskiej czesci, niedaleko dworca. Budynek malowniczy, ale jak sie okazalo, pokoj bez okna. Obsluga tlumaczyla, ze to nie ich wina, ze na stronie internetowej nie ma o tym informacji. Nie pojechalam na wyczeczke, by w pokoju hotelowym czas spedzac, a noc wszedzie tak samo czarna. Hotel, wybudowany w podobnym stylu, znajdowal sie tu za przedstawionym ponizej muzeum sztuki, zamknietym na cztery spusty.

Miasto w starszej, pierwotnej czesci przypomina architektura Qingdao oraz Harbin. HArbin, kiedys odwiedzilam w zimie, by podziwiac rzezby sniezne i lodowe. Pozostalosci zabudowan rosyjskich oraz poutykane miedzy nimi wiezowce, gdzieniegdzie wzniesienia i cale mnostwo jednokierunkowych ulic.

Poza tym cyrylica w historycznej czesci, ktora przypomniala mi, ze nauka w szkole podstawowej nie poszla na marne, mimo staran pani J.

ulica rosyjska w perspektywie

dom w bluszczu

 

zamkniety dla zwiedzajacych kosciol

Poruszanie sie po miescie, dokladniej identyfikowanie aktualnej pozycji, sprawialo mnam nieco problemow pierwszego dnia. Przyzwyczajeni do papierowych map, nie moglismy odnalezc sie na wydrukach sporzadzonych przed wyjazdem. Droge do hotelu wydrukowalismy z trzech roznych zrodel, ktore to trzy zrodla wskazywaly inne polozenie. Na szczescie sa taksowki. Drugiego dnia wybralam sie samotnie na kawe, probojac przy okazji dojsc do slynnego Placu Sun Yatsena.

Kawa, owszem dobra, ale wysoka cene oczekuje czegos wiecej niz ciastka podanego na drewnianej tacy i torebce foliowej.

Dojscie do placu bylo wyzwaniem. Majac juz nieco rozeznania w terenie postawilam upewnic sie, ze ide w dobrym kierunku. Przyuliczna mapa informowala, ze jestem bardzo oddalona od miejsca przeznaczenia i powinnam isc w przeciwnym kierunku. GPS w telefonie informowal, ze wlasnie minelam to czego szukam (szukalam duzego ronda a zadnego po drodze nie minelam), a intuicja podpowiadala isc nieco dalej w obranym przeze mnie kierunku. Wygrala intuicja i plac sie znalazl, pomimo usilnych namow ze strony GPS, by isc w przeciwnym kierunku.

w dawnych siedzibach lokalnego rzadu, teraz mieszcza sie banki

a zegar wskazuje dokladny czas

cdn.

 

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci