Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Los Angeles, czyli malo anielskie miasto aniolow

duo.na

Na przygotowania do wyjazdu mielismy duzo czasu. Obywatel J, jako ten, ktory nieco tamtejsze realia poznal, odpowiedzialnym stal sie za znalezienie przyzwoitej noclegowni. Mnie przypadlo opracowanie programu wycieczki: kultura, jadlodajnie, rozrywka.

Arts District

graffitti2

Arts District

Jak juz wspominalam, trafilismy na paraliz administracji, wiec odpuscilismy zamkniete z tego powodu muzea, galerie. Moze nawet dobrze, bo samej to troche nudno, a milosnikiem sztuki wspolczesnej bardzo nie jestem. Planowalam w Los Angeles zobaczyc to, co jest ciekawe z zewnatrz (architektura, murale), najlepiej polozone w pieszodostepnej odleglosci od hotelu.

 

Arts District

Najpierw obeszlismy zakatek Little Tokyo, gdzie zamieszkalismy, oraz Arts District, w ktorej sie miescil. Malunki na budynkach niektore nawet calkiem ciekawe, ale o architekturze sie nie wypowiem, sami ocencie. Pierwszego dnia bylismy nieco przerazeni pustynnym wygladem okolicy, zywego ducha nie uswiadczysz, chyba, ze po zmroku, bo wtedy millenialsi gromadzili sie w okolicach knajp oraz truckow z jedzeniem. Troche jak wampirze siedlisko.

Little Tokyo

Little Tokyo, czyli zakatek japonski, bylo schludne, zadbane, z okazjonalnymi swiatyniami zen oraz oczywiscie puste. Chinatown, do ktorego dojechalismy, bo mieslimy czas i bilet dobowy do wykorzystania, okazalo sie po chinsku nierozganizowane i dziwnie wymarle, w porownaniu z podobnymi miejscami w innych krajach. Ciekawosc wzbudzily tajwanskie flagi obok amerykanskich. Obywatel J musial wykazac sie znajomoscia chinskiego by kupic puszke coca coli w tamtejszym malym spozywczaku, bo ekspedientka nie reagowala na zaden inny jezyk.

Chinatown

Chinatown

Tzw historyczne centrum miasta powalilo mnie niesamowicie nieprzyjemna energia, tuz po wyjsciu z metram chcialam ponownie wskoczyc w wagonik i uciekac jak najdalej. Najwieksze przerazenie wywolali bezdomni, zajmujacy cale chodniki oraz agresywnie zaczepiajacy przechodniow. Balam sie nawet robic zdjecia.

 

Historyczne centrum

 

Historyczne centrum

 

Historyczne centrum

Planujac wycieczke, korzystalam oczywiscie ze zrodel internetowych. Kiedys wszystko bylo prostsze, byl jeden, gora dwa przewodniki papierowe opisujacy lokalne atrakcje, wszystko w samych superlatywach; jesli mnie sie nie spodobalo, tzn niezrozumialam kultury, niedoczytalam historii lub zignorowalam wielkie znaczenie przybytku. Teraz do dyspozycji jest tysiac opinii, zarowno pozytywnych jak negatywnych. Dla przykladu Obserwatorium Griffith oraz przylegly park , u powszechnie znanego i dostepnego dostarczyciela informacji Tripadvisor, ma chyba po rowno opinii pozytywnych jak negatywnych. Jednoczesnie widnieje jako jeden z 10 koniecznych do zobaczenia miejsc w LA. To samo dotyczy dziewieciu pozostalych wytypowanych atrakcji. Maialam ciagly dylemat: zobaczyc i zalowac, ze tracialm czas i pieniadze, czy odpuscic? Na jednym z blogow znalazlam liste dzielnic, ktorych nie polecano do zwiedzania; byly to w zasadzie wszystkie dzielnice Los Angeles!

 

Administracja lokalna

Z miejsc, ktore pomimo metki pulapki turystycznej zobaczylismy: Hollywoodzki deptak z gwiazdami, historyczne centrum oraz wspomniane juz Chinatown oraz Union Station (czyli dworzec centralny, bo stanowil punkt pzesiadkowy dla nas).

Union Station

wewnatrz Union Station

 wewnatrz Union Station

Godzilla na hollywoodzkim deptaku

teatr od Oskarow

Podroze miedzykontynentalne, czyli opowiastka o miescie aniolow oraz miescie grzechu

duo.na

Choc Stany Zjednoczone nie byly priorytetem w naszych planach wyjazdowych, tanie bilety czasem podpowiadaja kierunki wycieczek, a dwa tygodnie odpoczynku od mrozu -20 to sama przyjemnosc, prawda? Czyli przejazd przez niebo do piekla i z powrotem.

Podroze miedzykontynentalne to nie tylko dzien minus lub dzien plus (nawet telefon sie zgubil i choc dni tygodnia sie doliczyl bezzblednie, ale daty pomylil), ale tez jetlag; budzisz sie o 4-5 rano myslac, ze moze najlepszym wyjsciem bylaby wycieczka na plaze i ogladanie wschodu slonca, skoro spac sie nie chce. Na wschod slonca sie spoznilismy, ale puste plaze zobaczylismy, w Pacyfiku palce zamoczylismy, z plazy muszelki przytargalismy.

Na plaze dotarlismy po 9, bo podroz metrem trwala blisko godzine. Posiliwszy sie w jedynej otwartej o tak wczesnej porze, typowo amerykanskiej jadlodajni - McDonald’s odbylismy dlugi spacer wybrzezem z Santa Monica przez Muscle Beach do Venice Beach i z powrotem. W Santa Monica, oprocz wlascicieli psow z czworonogami, mijali nas milosnicy porannego biegania oraz specerow w roznym wieku, ale zdecydowanie wiecej bylo osob dojrzalych, byla rowniez pani spacerujaca z uroczym kotem, ktory glosno sie uskarzal… na pieski chyba los.

muscle1

Santa Monica, widok z plazy

Plaza Miesniakow, na ktorej kiedys trenowal Schwarzenegger byla opustoszala z wyjatkiem grupy cwiczacej fitness. Natomiast czesto odwiedzana przez turystow Venice Beach, oprocz licznych knajp (zamknietych o poranku), straganow z ciuchami i pamiatkami, koczujacych bezdomnych, nie ma nic do zaoferowania. Dygresja: wzdloz plazy nie tylko wybudwane sa sciezki rowerowe oraz chodnik dla pieszych, ale tez przestronne toalety z papierem, mydlem oraz nadwornym prysznicem do obmywania ciala z piasku. Dlatego zupelnie nie moglam zrozumiec, ze bedomni byli tak bardzo brudni, przeciez srodki higieny mieli na wyciagniecie reki i za darmo!

Plaza Miesniakow w Santa Monica

Pierwsze wrazenia z Los Angeles to: dwujezycznosc (hiszpansko-angielska; hiszpanski jest na pierwszym miejscu, bo wiecej sie go slyszy), pustki na ulicach (choc oficjalnie jest to drugie po Nowym Jorku najbardziej zaludnione miasto USA), gdzie te 4 miliony ludzi sie podzialy?, brak centrow handlowych oraz supermarketow, a takze brak ostatecznych cen produktow (czyli przy kasie doliczany jest podatek, rozny, wiec kalkulacja ceny ostatecznej jest praktycznie niemozliwa.

Najczesciej w komunikacji miejskiej widywalismy przybyszow z Meksyku i Ameryki Poludniowej, raczej niskiego wzrostu: panow ubranych w niebieskie jeansy i flanelowe koszule w krate oraz nieco otyle panie w srednim wieku; oraz czarnoskorych Amerykanow. Przedstawicieli bialej rasy zobaczylismy dopiero na meczu koszykowki i koncercie Eltona Johna.

Poniewaz trafilismy na koncowke paralizu administracji federalnej, nie mielismy w planach ani muzeow ani tym podobnych instytucji, ktore zostaly czasowo zamkniete. Szkoda tylko, ze zamkniecie objelo tez rezerwaty przyrody. W zamian, rozkoszowalismy sie wieczornymi wyjsciami na mecze i koncerty, spacerami po opustoszalym miescie oraz jak mozna sie domyslac, lokalnymi potrawami.

Staples Center gdzie odbywaly sie mecze i koncerty

Na pierwszy ogien poszedl mecz lokalnej druzyny koszykowki LA Clippers z Sacramento Kings, na ktory bilety kupilismy jeszcze w Chinach bedac. Choc teoretycznie mecz trwa 1 godzine, wyszlismy ze stadionu po blisko 2.5, bo przerwy, dogrywki, reklamy, zabawy dla dzieci (mecz rozgrywany byl w niedzielne poludnie).

bylismy tak daleko

Drugi mecz obejrzelismy na zywo nie dlatego, ze tak nam sie podobalo, ale dlatego, ze trafily sie tanie bilety zaledwie kilka metrow od boiska. Dla Amerykanow ogladanie meczu to czas na picie (glownie piwa) oraz jedzenie, duzo jedzenia (pizza, hot dogi, tacos i popcorn, burger tez), ktore mozna wnosic na miejsca do siedzenia. Dla nas, ceny w Staples Center, czyli miejscu gdzie odbywaly sie imprezy, byly zaporowe, ale po drugim meczu wieczorowa pora skonsumowalismy hot dogi z ulicznego wozka – straganu, calkiem calkiem byly (ojedzeniu oczywiscie bedzie oddzielnie). Ciekawostka: przed wydarzeniami na stadionie handel uliczny jest zakazany (zarcie i picie Amerykanie kupuja na stadionie, jak stoi wyzej), ale po, niezaleznie od pory dnia, juz mozna.

bylismy tak blisko

game_close

 

 

Siem Reap - zmiany, zmiany, zmiany

duo.na

Nie dziwie sie, ze w ciagu trzech lat Siem Reap uleglo drobnym zmianom, przybylo nieco nowych hoteli, kilka starych sie zawalilo. Kilka restauracji zniknelo z rynku, ale pojawily sie nowe. Smak potraw ulegl drobnej zmianie, moim zdaniem byly slodsze niz poprzednio (moze naplyw Chinczykow wymusil zmiany, bo oni lubia slodsze plus glutaminian sodu na poprawe smaku). W tym roku, najbardziej rzucaly sie w oko pizzerie, prawie na kazdym rogu: mniejsze lub bardziej eleganckie, ale koniecznie z piecem, ktory widac. Sprobowalismy w dwoch miejscach, ale jakosc nie powalila na kolana. Przybylo chinskich i hinduskich knajp, te drugie nawet prowadzone przez Chinczykow (nietrudno poznac, bo angielski z bledami). Chinczycy, ktorzy poprzednio rzucali sie w oczy, teraz nieco wtopili sie w lokalna spolecznosc.

hotel_1

nocny widok na Nocny Market, ktory w tym roku byl czynny rowniez za dnia

Nowa forma rozrywki sa klady, na ktorych chcialam pojezdzic, ale Obywatel J nie zgodzil sie mi towarzyszyc. Przybylo wypozyczalni rowerow, ktore juz nie sa stare, ale calkiem nowe, nawet terenowe. Dla nieco leniwych sa skutery na prad lub motorynki olejowe. Ci ,ktorzy nie chca chodzic, moga korzystac z instytucji tuktukow, jedna z firm ma nawet uber-tuktuki. Poza tym, kazda restauracja ma swoje wifi, calkiem dobrze dzialajace, ale nasz hotelowy internet czasem nawalal.

nasz hotel, oprocz domkow oferowal rowniez standardowe pokoje

W czasie naszego pobytu, zaobserwowalismy nowy rodzaj turystow: osoby starsze w niewielkich grupach oraz rodziny z malymi dziecmi. Kilka lat temu miasto roilo sie od hipisow oraz mlodych ludzi rzadnych przygod. Zmienil sie rowniez rozklad narodowosciowy: duzo Hindusow (nie tylko prowadzacych restauracje, ale tez zwiedzajacych), Koreanczykow, oczywiscie w duzych, zorganizowanych grupach. Poza tym Brytyjczycy, Hiszpanie oraz Francuzi, ci ostatni najbardziej zaangazowani w przedsiebiorstwa spoleczne.

Waluta dalej jest amerykanski dolar. Na miejscu jest mnostwo punktow wymiany walut, nawet zlotowki i chinskie yuany przyjmuja! Poza tym, prawie kazdy przybytek, spozywczak czy restauracja, oferuje mozliwosc transakcji bezgotowkowych przez alipay czy wechat, ale za wize przy wjezdzie dalej placi sie tylko dokladnie odliczona iloscia banknotow – 30 dolarow.

Na specjalne zyczenie Margi, wnetrzne domku.

hotel3

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci