Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

autobusowe niespodzianki

duo.na

W ubieglym tygodniu mialam "przyjemnosc" obserwowac akcje policji pt.: kieszonkowiec w autobusie. Bylo tak... Najpierw kilka minut po wejsciu do autobusu mloda kobieta oswiadcza, ze zostala wlasnie okradziona. Chyba z telefonu, choc nie pamietam dobrze. I oczywiscie zlodziej jest w autobusie. Pani kierowca reaguje natychmiast. Drzwi autobusu zostaja zamkniete, nikt nie wsiadzie ani nie wysiadzie. Kierowca dzwoni po policje, ktora pojawia sie na miejscu w ciagu 10 minut. W tym czasie zlodziej oddaje dziewczynie telefon. Po przyjezdzie policji okradziona i zlodziej wysiadaja eskortowani przez policjantow sztuk 6 :) A my kontynuujemy podroz.

Dzis bylo inaczej. Kobiecie ukradziono portfel. Pani kierowca zatrzumala sie za przystankiem i zadzwonila po policje, ktora pojawila sie dopiero po 15 minutach. Zaczela sie dyskusja, kto to mogl byc, jakie czynnosci nalezy podjac i oczywiscie rozmowa z poszkodowana. Policjanci zadecydowali, ze bedziemy wychodzic pojedynczo i kazdy wychodzacy zostanie przeszukany. Po kilku minutach zlodziej oddaje to co ukradl. I juz myslalam, ze pojedziemy dalej, bo bylam juz spozniona na masaz. I tu bardzo sie mylilam. Policja ma poszkodowana i zlodzieja, ale nie zamierza uwolnic autobusu. Ludzie juz zaczynaja krzyczec, bo kazdy sie gdzies spieszy. Autobus pelen studentow, ktorzy chca zdazyc na pociagi do domow. Wiadomo, jak spoznisz sie na pociag to bilet przepada i radz sobie czlowieku, a w piatkowe popoludnie kupienie biletu graniczy z cudem. Policjanci w miedzyczasie znikaja zostawiajac jednego pilnujacego drzwi autobusu. Ludzie sie dopytuja kiedy moga wysiasc i ewentualnie zlapac taksowke czy inny transport. Pada odpowiedz, ze za kilka minut. Czekamy kolejne 10 minut. Wracaja policjanci i decyduja, ze spisza wszystkich pasazerow. Krew juz sie buzuje a mialam miec relaksujace popoludnie! Psia krew! Po jakims czasie zmieniaja zdanie. Pozwalaja wysiasc. Czesc pasazerow rzuca sie na taksowki, ale znalezienie wolnej to prawie niemozliwe. I dlaczego nie jedziemy dopytuje sie, przesuwajac sie na czolo autobusu, moze kierowca cos powie. A kierowca? - nic! - z uwaga przysluchuje sie rozmowie policjanta ze zlodziejem. Zaczynam glosno narzekac, ze juz powinnismy jechac i dlaczego stoimy. Dolaczaja sie inni pasazerowie. Pani kierowca, nie wiem czy juz znudzona przesluchaniem, czy zmuszona krzykami pasazerow, siada za kierownica. Huraaaaa! Jedziemy! Postoj trwal blisko godzine. Coz, co policjant to inne reguly, a co kraj to obyczaj:)

niezadowolenia

duo.na

Miesiac temu pewnego wieczoru, czujac zmeczenie i potrzebe zmian, wybram sie do pobliskiego golarza (bo raczej nie fryzjera) na podciecie wlosow. Kilka razy pytalam czy umie, bo pamietam, ze moj ulubiony, chinski fryzjer, gdy pierwszy raz obcinal moje wlosy poswiecil na to blisko 2 godziny! Zapewnil, ze sobie poradzi, spytal o styl i przystapil do pracy, ale rekami innego fryzjera. W miedzyczasie przyszla kolezanka fryzjerow, rzekomo mowiaca po angielsku i "po swojemu" wytlumaczyla jak mnie ostrzyc. A analizujac cala sytuacje na zimno zrozumialam, ze ona wymyslila jak mam byc obcieta, bo jej angielski nie byl zbyt dobry :) - Ha, coz za kreatywny narod! Psia krew!

Po pol godzinie juz wiedzialam, ze cos nie tak. Drugie pol godziny czekalam, ze sam naprawi bledy. Potem juz sie zdenerwowalam i zdecfydowanie przystapilam do tlumaczenia jak i jakimi narzedziami nalezy poprawic fryzure. A ze wykazal nieumiejetnosc, zwrocilam sie do wlasciciela, ze zapewnial, ze potrafi, a to co mam na glowie to masakra i ma natychmiast doprowadzic moje wlosy do porzadku, tak bym choc troche wygladala jak czlowiek! Troche poprawil, ale na pocieszenie mialam tylko stwierdzenie, ze wlosy nie reka i odrosna! i przez miesiac wygladalam jak ostatnia sierota, bo wlosow krotkich w kucyka nie zwiaze.

W ubieglym tygodniu umowilam sie na strzyzenie z ulubionym fryzjerem - tym co potrafi. Poszlam wczoraj po poludniu. Ze zdziwieniem ogladal dokonania poprzednika. Poprawil, co sie dalo i przystapil do farbowania, bo chcialam baleyage. We dwoch nakladali farbe i trwalo to dluzej niz u polskiej fryzjerki. Przezylam, ale..... Kolor mnie powalil na kolana! Po pierwsze zolte jak cholera a po drugie, za duzo tego zoltego!!! Wygladam jakby ktos oplul mnie jajacznica!!! Owszem strzyc to Mark potrafi, ale o baleyage i kolorach to nie ma pojecia. Pocieszam sie tym, ze skoro zimno, to bede caly czas nosic czapke lub beret lub inne nakrycie glowy.

I tu nalezy nadmienic, ze sale wykladowe nie sa ogrzewane, wiec nikogo nie zdziwi, ze czapki nie zdejmuje. Haha

W rozpaczy poszlam na spacer do ulubionej masazystki i omowilam sie na piatek. Mam nadzieje, ze ona wykona swoja prace jak zawsze profesjonalnie!

I uprzejmie informuje, iz w zwiazku z zaistniela sytuacja, w najblizszym czasie nie zainstaluje kamery! Rozmowy online owszem, ale bez wizji!

Za to, kupilam patelnie i delektuje sie jajecznica. Tylko te chinskie jaja jakies male! tzn. jaja chinskich kur:)

a

duo.na

Kocur z depresja to prawdziwa tragedia.

I dlaczego zawsze ja jestem terapeuta?

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci