Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Spostrzeżenia

duo.na

Juz prawie normalnie funkcjonuję po długim locie do Ojczyzny, który zamiast nastu trwał dzieścia godzin. Siedąc na lotnisku w Amsterdamie, ze zdziwieniem i zainteresowaniem oglądałam tłumy białych biegnących z walizkami w różnych kierunkach. Powoli przypominałam sobie, że są tacy, co mają białą skórę, jasne włosy, i że są wysocy a do tego często grubi.

Natomiast w kraju zaatakowały mnie: niebieskie niebo i białe chmurki, duża ilość tlenu w powietrzu, słodycze (szarlotki, serniki i w szczególności kokosowa princessa) i oczywiście czworonogi żądające by się nimi zająć natychmiast. W sklepach nikt się nie przepycha bez kolejki, nie krzyczy, w autobusach też bez szturchania, i nikt nie człapie w zadużych butach. Po dzisiejszym spacerze stwierdzam, że społeczeństwo polskie jest otyłe i koloru blond.

A skoro mam wakacje, to zamierzam leżeć, czytać, jeść (i niedługo jedynym ciuchem w jaki się zmieszczę będzie dres) i oczywiście spełniać zachcianki futrzaków. I nie rozumiem dlaczego, skoro świeci słońce, jest zimno - tzn. dwadzieścia kilka stopni, ale tym się nie przejmuję, bo swetry zimowe są w zasięgu ręki :)

Emy

duo.na

czyli najbardziej nieszczesliwa jednostka.

Zapytalam kiedys moich studentow, co jest dla nich najwazniejsze w zyciu. Byli jednomyslni - money! Probowalam tlumaczyc, ze pieniadze szczescia nie daja, ale w tym kraju forsa jest na piedestale, przyjazn czy milosc, rodzina czy zdrowie to kwestie drugorzedne (moze nawet trzeciorzedne). I wtedy jeszcze nie znalam przypadku Emy, ktory jest jak najbardziej typowy dla tego spoleczenstwa.

Emy - 31 letnia nauczycielska jezyka angielskiego w szkole sredniej; rozpieszczone dziecko bogatych rodzicow; ukonczyla handel zagraniczny i bardzo chciala zalozyc wlasna firme, ale tato w trosce o dobro dziecka oczywiscie, zmusil ja by zostala nauczycielka (jak sama twierdzi: "chcial bym byla szczesliwa"). Nastepnie w trosce o corke tato podsunal jej kandydata na meza. Szkole, w ktorej pracuje "zalatwil" tata, bo zna dyrektora; dzieki temu dziewczyna zostala dyrektorem odpowiedzialnym za dzial miedzynarodowy. Wyslano ja na 3 miesieczny kurs angielskiego do Australii a ze ciagle byla smutna, to dyrektor szkoly zwrocil pieniadze za bilet i podniosl kieszonkowe na wyjazd. Ma tylko 3 godziny zajec tygodniowo, ale stale niezadowolona mine.

Poznalam ja we wrzesniu i myslalam, ze po prostu cos sie stalo i dlatego jest nie w humorze. Probowalam rozmawiac. Pojechalysmy do city na obiad i zakupy przed wyprawa do kraju kangurow (w pazdzierniku wyjechala do Australii). Kupila sukienke (polowa pensji nauczyciela!), buty i parasolke, ktora miala chronic ja od slonca. Ale parasolka kosztowala 350 RMB - naprawde ladna mozna kupic juz za 30RBM - to dla porownania :) Duzo opowiadala o tym co chialaby robic, ale nie moze, bo tata.... Tata placi za wszystko: kupil mieszkanie i je urzadza. Pensja nauczycielki do drobne, ktore Emy ma na swoje wydatki, czy raczej "waciki".

Emy nienawidzi wszystkiego: szkoly i swojej pracy; wspolpracownikow, ktorych ma za byleco; foreign teachers, bo zarabiaja wiecej niz ona; swojego meza a dziecko zaledwie toleruje. Ale z usmiechem opowiada o znajomych ze studiow, o wspolnych spotkaniach, dyskusjach i pobytach w nocnych klubach.

Nie raz widzialam ja rano bardzo zmeczona po nocnych eskapadach. Wchodzila do biura i przesypiala pol dnia. Robilismy z niej niewybredne zarty - my czyli foreign teachers, ale jednoczesnie wspolczulismy, ze nie potrafi cieszyc sie z zycia. I Emy bede uzywac jako przyklad dla moich nastepnych studentow, ktorzy stwierdza, ze pieniadze to wszystko, co w zyciu najwazniejsze!

Odrobina samokrytyki moze?

duo.na

Dwa trudne przypadki, ale jeden trudniejszy

1. Zadzwonil do mnie kolega z prosba o pomoc. Taki, co to sierota jest i zaopiekowania szuka. Unikalam spotkania jak moglam, ale w koncu postanowilam pomoc. Jechalam w upale 45 minut na spotkanie. Przyszedl spozniony (czy juz pisalam, ze bardzo nie lubie spoznialskich).

I tu wyjasniam: kolega to Hindus z bardzo ograniczona znajomoscia angielskiego i szalenie silnym akcentem (naprawde trudno go zrozumiec).

Ja: w czym problem?

Kolega: zaproponowano mi (po znajomosci) bym uczyl dzieciaki angielskiego w czasie wakacji

Ja: Super! W jakiej szkole?

Kolega: Nie wiem; to centrum szkoleniowe;

Ja: Ok. Jak mam ci pomoc?

Kolega: Musze przygotowac przykladowa lekcje. (tu wyjal ksiazke) I te lekcje przeprowadze przed nauczycielami angielskiego.

Ja: uhm...

Kolega: Nie wiem jak to zrobic? Ty jestes nauczycielem i musisz mi pomoc!

Ja: Taaaa? Musze?

Kolega: Powiedz, jak przygotowac lekcje.

Ja: Jestes studentem, pomysl jakich nauczycieli lubisz, jak oni prowadza zajecia, co ci sie podoba. Ty bedziesz nauczycielem, jak chcesz by ta lekcja wygladala?

Kolega: Nie wiem, powiedzieli mi tylko, ze powinna byc „funny”.

Ja: Jaki masz pomysl? (lekcja wybrana przez niego  nosila tytul „meet the family” i obejmowala przedstawianie sie, opowiadanie o swojej rodzinie)

Kolega (glupi usmiech i szeroko otwarte oczy)

Ja: Sluchaj, nie przygotuje lekcji za ciebie, bo za kazdym razem bedziesz tego oczekiwal. Moge ci troche podpowiedziec, ale musze wiedziec jaka masz koncepcje. Co chcesz robic z dzieciakami?

Kolega: Wejde do sali, powiem dzien dobry.

Ja: Ooooooooooo, ciekawa koncepcja! I co dalej?

Kolega: Potem podam temat lekcji i bedziemy czytac krotkie teksty z podrecznika, dzieciaki beda za mna powtarzac.

Ja: a moze wytlumaczysz coto znaczy to meet or/and family; jak bys im wytlumaczyl „to meet”?

Kolega: euhhhhhhhhhhhhhhhh, no, ze ja kogos spotykam?

Ja: wyobraz sobie, ze dzieciaki maja ograniczone slownictwo; zrob to na przykladzie: podejdz do kilku dzieciakow, przedstaw sie i popros by zrobily to samo;

Kolega: mam sie witac z dzieciakami? Mam ich prosic na srodek sali?

Ja: w dowolnym miejscu (moja cierpliwosc juz siegala zenitu); zabaw sie z nimi w poznawanie nowych przyjaciol i opowiadanie o sobie; w lekcji masz tez liczebniki, niech dzieciaki sie pochwala ilu maja przyjaciol, ile braci i siostr itp

Kolega: a co ma byc potem?

Ja: (potem to chyba nie bedziesz nauczycielem w tej szkole czy innym centrum – pomyslalam sobie) wymysl gry, bo dzieciaki zasna;

Kolega: jakie?

Ja: dowolne, na ich poziomie oczywiscie; wymienilam te prostrze, ktore znam; poradzilam by postaral sie o kolorowe materialy, moze zdjecia;

Kolega: i co dalej?

Ja: dalej? – zerknelam na zegarek; ja biegne na drugie spotkanie; Zycze ci milego popoludnia! (i opuscilam lokal)

2. Umowiona bylam z dziewczyna, Francuska nowoprzybyla do miasta. Dobieglam na spotkanie. Byly we dwie. Ona i Chinka. „Konwersowaly” po angielsku. Boyfriend Francuski zostal delegowany tu na 1 rok. Ona chcialaby tu z nim zostac (bo to jest takie ekscytujace!) i  szuka pracy jako nauczyciel – oczywiscie jezyka angielskiego. Hm... silny akcent francuski, ale sie stara, ograniczony zasob slow, bledy gramatyczne jeden za drugim, polowa po angielsku polowa po francusku. Moi studenci lepiej wladaja angielskim a zeby bylo smieszniej to nawet byla na interview dot pracy w MOJEJ szkole (nie ma to jak znajomosci:). Niestety powiedzieli jej, ze za slabo zna jezyk.

Dziewczyna przyznala, ze slabo zna jezyk, ale podkreslila, ze bardzo chce pracowac i bedzie sie starac. Dobre checi to nie wszystko!

*******

Nie twierdze, ze jestem ekspertem. Dopiero sie ucze jak pracowac z duzymi grupami (ok. 40-50 studentow a zdarzylo mi sie miec 80 studentow na speaking class). Nie wszystkie moje lekcje sa ciekawe i zabawne. Ale konwersuje bez problemow. Uczac dzieciaki, ucze siebie. Pokory tez :)

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci