Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Straszne slowo na litere "p"

duo.na

czyli przeprowadzka. Mysle o niej juz od kwietnia, kiedy zaczelam szukac nowej pracy. Jak przewiezc moj dobytek do innej prowincji? Firma przeprowadzkowa, poczta czy inny przewoznik? A moze koleja? I jak zapakowac, by nic sie nie potluklo? Problem ten spedza mi sen z powiek. Choc juz wiem, ze daleko sie nie przeprowadzam. Wystarcza dwa kursy taksowka. I tu pojawia sie kolejne pytanie: jak zlapac taksowke - w mojej okolicy praktycznie nie kursuja; jesli zamowie z centrum to zaplace podwojnie! Zatrudnilam jednego skosnookiego by zajal sie przegladem cen firm przeprowadzkowych - ostatnio na informacje czekalam miesiac, moze tym razem bedzie szybszy.

I zadumawszy sie stwierdzam, ze Koziorozec ma w swoim slowniku wiele strasznych slow na litere "p". Perfekcjonizm - wrecz chorobliwy, pedantyzm, punktualnosc - Chinczycy nie specjalnie sie tym przejmuja,

A porzadki? - duzy znak zapytania; sprzatac lokum, ktore opuszczam czy nie sprzatac. Choroba mowi, ze sprzatac; rozsadek podpowiada, zeby ogarnac "z grubsza" (lazienka musi byc czysta, ale koty moga biegac po salonie). Rok temu, kiedy sie wprowadzalam, mieszkanie musialam posprzatac, bo sluzby ktore mialy sie tym zajac umyly tylko podloge. Pamietam, ze kilka dni ubieglego lata poswiecilam na mycie szaf z kurzu (bo gdzies ubrania musialam trzymac), scian w lazience, bo byly czarne. Przy zdejmowaniu zaslon w sypialni spadl na mnie tuman kurzu, rece i ubranie byly doslownie czarne a kaszel prawie udusil (bo jestem alergikiem). Wlascicielka na moja uwage swtierdzila, ze ktos to mial zrobic. Ktos? Czyli kto? Na szczescie praniem zajely sie sluzby szkolne.

A moze by tak jak Scarlet O'hara: "pomysle o tym jutro?". Tylko to nie w moim stylu. Wieczorem przejogginguje problem.

Smakolyki lodowe

duo.na

Znowu sie nie popisalam inteligencja i na powaznie musze nauczyc sie nazw warzyw po chinsku.

Mialam dzis szlona ochote na lody i kupilam. Opakowanie bylo w ladnym wrzosowym kolorze i marzyly mi sie lody jagodowe.. hm..... Po skosztowaniu okazalo sie, ze sa o smaku taro - czyli slodkiego ziemniaka (psia krew, slowo honoru). Wiedzialam, ze Chinczycy maja lody z zielonego groszku (dlatego uwazam z zielonym kolorem, by nie pomylic go z pistacja), czerwonej fasolki (czerwone opakowania tez sa ostrzezeniem, bo raczej nie bedzie to truskawka), ale do glowy mi nie przyszly ziemniaki!!!

No coz, ucze sie na bledach. Tylko wolalabym na cudzych :(

Wiedzialam, ze tak bedzie

duo.na

Rozpoczety dwa tygodnie temu sezon joggingowy dobiega konca. Wczoraj wyszlam tylko dlatego, by sprawdzic nowozakupione obuwie sportowe. A z trasy przebieglam zaledwie 1/5. Dzis tez sie zmusze, ale wybiore wersje lagodna i bez biegania, tylko spacer. Stres wywolany wyborem nowej szkoly zmusil mnie poniekad to joggingowania. By nie myslec zbyt duzo, nie analizowac, nie denerwowac sie zbytnio wybiegalam na pobliskie wzgorze i w szczytowej formie przebieglam 3/4 trasy. A dzis zanosi sie na deszcz, ale podniose swoje zwloki i poczlapie. Czekam az ulozy sie troche pochlonieta niedawno polowka arbuza....

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci