Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Emy

duo.na

czyli najbardziej nieszczesliwa jednostka.

Zapytalam kiedys moich studentow, co jest dla nich najwazniejsze w zyciu. Byli jednomyslni - money! Probowalam tlumaczyc, ze pieniadze szczescia nie daja, ale w tym kraju forsa jest na piedestale, przyjazn czy milosc, rodzina czy zdrowie to kwestie drugorzedne (moze nawet trzeciorzedne). I wtedy jeszcze nie znalam przypadku Emy, ktory jest jak najbardziej typowy dla tego spoleczenstwa.

Emy - 31 letnia nauczycielska jezyka angielskiego w szkole sredniej; rozpieszczone dziecko bogatych rodzicow; ukonczyla handel zagraniczny i bardzo chciala zalozyc wlasna firme, ale tato w trosce o dobro dziecka oczywiscie, zmusil ja by zostala nauczycielka (jak sama twierdzi: "chcial bym byla szczesliwa"). Nastepnie w trosce o corke tato podsunal jej kandydata na meza. Szkole, w ktorej pracuje "zalatwil" tata, bo zna dyrektora; dzieki temu dziewczyna zostala dyrektorem odpowiedzialnym za dzial miedzynarodowy. Wyslano ja na 3 miesieczny kurs angielskiego do Australii a ze ciagle byla smutna, to dyrektor szkoly zwrocil pieniadze za bilet i podniosl kieszonkowe na wyjazd. Ma tylko 3 godziny zajec tygodniowo, ale stale niezadowolona mine.

Poznalam ja we wrzesniu i myslalam, ze po prostu cos sie stalo i dlatego jest nie w humorze. Probowalam rozmawiac. Pojechalysmy do city na obiad i zakupy przed wyprawa do kraju kangurow (w pazdzierniku wyjechala do Australii). Kupila sukienke (polowa pensji nauczyciela!), buty i parasolke, ktora miala chronic ja od slonca. Ale parasolka kosztowala 350 RMB - naprawde ladna mozna kupic juz za 30RBM - to dla porownania :) Duzo opowiadala o tym co chialaby robic, ale nie moze, bo tata.... Tata placi za wszystko: kupil mieszkanie i je urzadza. Pensja nauczycielki do drobne, ktore Emy ma na swoje wydatki, czy raczej "waciki".

Emy nienawidzi wszystkiego: szkoly i swojej pracy; wspolpracownikow, ktorych ma za byleco; foreign teachers, bo zarabiaja wiecej niz ona; swojego meza a dziecko zaledwie toleruje. Ale z usmiechem opowiada o znajomych ze studiow, o wspolnych spotkaniach, dyskusjach i pobytach w nocnych klubach.

Nie raz widzialam ja rano bardzo zmeczona po nocnych eskapadach. Wchodzila do biura i przesypiala pol dnia. Robilismy z niej niewybredne zarty - my czyli foreign teachers, ale jednoczesnie wspolczulismy, ze nie potrafi cieszyc sie z zycia. I Emy bede uzywac jako przyklad dla moich nastepnych studentow, ktorzy stwierdza, ze pieniadze to wszystko, co w zyciu najwazniejsze!

Odrobina samokrytyki moze?

duo.na

Dwa trudne przypadki, ale jeden trudniejszy

1. Zadzwonil do mnie kolega z prosba o pomoc. Taki, co to sierota jest i zaopiekowania szuka. Unikalam spotkania jak moglam, ale w koncu postanowilam pomoc. Jechalam w upale 45 minut na spotkanie. Przyszedl spozniony (czy juz pisalam, ze bardzo nie lubie spoznialskich).

I tu wyjasniam: kolega to Hindus z bardzo ograniczona znajomoscia angielskiego i szalenie silnym akcentem (naprawde trudno go zrozumiec).

Ja: w czym problem?

Kolega: zaproponowano mi (po znajomosci) bym uczyl dzieciaki angielskiego w czasie wakacji

Ja: Super! W jakiej szkole?

Kolega: Nie wiem; to centrum szkoleniowe;

Ja: Ok. Jak mam ci pomoc?

Kolega: Musze przygotowac przykladowa lekcje. (tu wyjal ksiazke) I te lekcje przeprowadze przed nauczycielami angielskiego.

Ja: uhm...

Kolega: Nie wiem jak to zrobic? Ty jestes nauczycielem i musisz mi pomoc!

Ja: Taaaa? Musze?

Kolega: Powiedz, jak przygotowac lekcje.

Ja: Jestes studentem, pomysl jakich nauczycieli lubisz, jak oni prowadza zajecia, co ci sie podoba. Ty bedziesz nauczycielem, jak chcesz by ta lekcja wygladala?

Kolega: Nie wiem, powiedzieli mi tylko, ze powinna byc „funny”.

Ja: Jaki masz pomysl? (lekcja wybrana przez niego  nosila tytul „meet the family” i obejmowala przedstawianie sie, opowiadanie o swojej rodzinie)

Kolega (glupi usmiech i szeroko otwarte oczy)

Ja: Sluchaj, nie przygotuje lekcji za ciebie, bo za kazdym razem bedziesz tego oczekiwal. Moge ci troche podpowiedziec, ale musze wiedziec jaka masz koncepcje. Co chcesz robic z dzieciakami?

Kolega: Wejde do sali, powiem dzien dobry.

Ja: Ooooooooooo, ciekawa koncepcja! I co dalej?

Kolega: Potem podam temat lekcji i bedziemy czytac krotkie teksty z podrecznika, dzieciaki beda za mna powtarzac.

Ja: a moze wytlumaczysz coto znaczy to meet or/and family; jak bys im wytlumaczyl „to meet”?

Kolega: euhhhhhhhhhhhhhhhh, no, ze ja kogos spotykam?

Ja: wyobraz sobie, ze dzieciaki maja ograniczone slownictwo; zrob to na przykladzie: podejdz do kilku dzieciakow, przedstaw sie i popros by zrobily to samo;

Kolega: mam sie witac z dzieciakami? Mam ich prosic na srodek sali?

Ja: w dowolnym miejscu (moja cierpliwosc juz siegala zenitu); zabaw sie z nimi w poznawanie nowych przyjaciol i opowiadanie o sobie; w lekcji masz tez liczebniki, niech dzieciaki sie pochwala ilu maja przyjaciol, ile braci i siostr itp

Kolega: a co ma byc potem?

Ja: (potem to chyba nie bedziesz nauczycielem w tej szkole czy innym centrum – pomyslalam sobie) wymysl gry, bo dzieciaki zasna;

Kolega: jakie?

Ja: dowolne, na ich poziomie oczywiscie; wymienilam te prostrze, ktore znam; poradzilam by postaral sie o kolorowe materialy, moze zdjecia;

Kolega: i co dalej?

Ja: dalej? – zerknelam na zegarek; ja biegne na drugie spotkanie; Zycze ci milego popoludnia! (i opuscilam lokal)

2. Umowiona bylam z dziewczyna, Francuska nowoprzybyla do miasta. Dobieglam na spotkanie. Byly we dwie. Ona i Chinka. „Konwersowaly” po angielsku. Boyfriend Francuski zostal delegowany tu na 1 rok. Ona chcialaby tu z nim zostac (bo to jest takie ekscytujace!) i  szuka pracy jako nauczyciel – oczywiscie jezyka angielskiego. Hm... silny akcent francuski, ale sie stara, ograniczony zasob slow, bledy gramatyczne jeden za drugim, polowa po angielsku polowa po francusku. Moi studenci lepiej wladaja angielskim a zeby bylo smieszniej to nawet byla na interview dot pracy w MOJEJ szkole (nie ma to jak znajomosci:). Niestety powiedzieli jej, ze za slabo zna jezyk.

Dziewczyna przyznala, ze slabo zna jezyk, ale podkreslila, ze bardzo chce pracowac i bedzie sie starac. Dobre checi to nie wszystko!

*******

Nie twierdze, ze jestem ekspertem. Dopiero sie ucze jak pracowac z duzymi grupami (ok. 40-50 studentow a zdarzylo mi sie miec 80 studentow na speaking class). Nie wszystkie moje lekcje sa ciekawe i zabawne. Ale konwersuje bez problemow. Uczac dzieciaki, ucze siebie. Pokory tez :)

Straszne slowo na litere "p"

duo.na

czyli przeprowadzka. Mysle o niej juz od kwietnia, kiedy zaczelam szukac nowej pracy. Jak przewiezc moj dobytek do innej prowincji? Firma przeprowadzkowa, poczta czy inny przewoznik? A moze koleja? I jak zapakowac, by nic sie nie potluklo? Problem ten spedza mi sen z powiek. Choc juz wiem, ze daleko sie nie przeprowadzam. Wystarcza dwa kursy taksowka. I tu pojawia sie kolejne pytanie: jak zlapac taksowke - w mojej okolicy praktycznie nie kursuja; jesli zamowie z centrum to zaplace podwojnie! Zatrudnilam jednego skosnookiego by zajal sie przegladem cen firm przeprowadzkowych - ostatnio na informacje czekalam miesiac, moze tym razem bedzie szybszy.

I zadumawszy sie stwierdzam, ze Koziorozec ma w swoim slowniku wiele strasznych slow na litere "p". Perfekcjonizm - wrecz chorobliwy, pedantyzm, punktualnosc - Chinczycy nie specjalnie sie tym przejmuja,

A porzadki? - duzy znak zapytania; sprzatac lokum, ktore opuszczam czy nie sprzatac. Choroba mowi, ze sprzatac; rozsadek podpowiada, zeby ogarnac "z grubsza" (lazienka musi byc czysta, ale koty moga biegac po salonie). Rok temu, kiedy sie wprowadzalam, mieszkanie musialam posprzatac, bo sluzby ktore mialy sie tym zajac umyly tylko podloge. Pamietam, ze kilka dni ubieglego lata poswiecilam na mycie szaf z kurzu (bo gdzies ubrania musialam trzymac), scian w lazience, bo byly czarne. Przy zdejmowaniu zaslon w sypialni spadl na mnie tuman kurzu, rece i ubranie byly doslownie czarne a kaszel prawie udusil (bo jestem alergikiem). Wlascicielka na moja uwage swtierdzila, ze ktos to mial zrobic. Ktos? Czyli kto? Na szczescie praniem zajely sie sluzby szkolne.

A moze by tak jak Scarlet O'hara: "pomysle o tym jutro?". Tylko to nie w moim stylu. Wieczorem przejogginguje problem.

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci