Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Narzekam

duo.na

choć tego nie lubię. Złoszczę się i czuję bezsilność. Egzystencja w kraju nie należy do najłatwiejszych szczególnie gdy trafiasz na ścianę. A w prywatnych centrach medycznych traktują klienta jak intruza. Płacisz dużo, ale wymagać już nie możesz!

Tęskniłam do smaków, zapachów, miejsc i ludzi. Ale smaki już nie te same, zapachy obce, miejca zmienione a ludzie też. W cukierniach już nie sprzedają w-z z bitą śmietaną, ale można zjeść zygmuntówkę z olbrzymią bezą, trudną do skonsumowania z resztą. W ramach testów lodowych skusiłam sie na lody bakaliowe z "Zielonej Budki" kiedyś całkiej dobrej, znanej marki. I rozczarowałam się. Baza smietankowa była ok, ale z bakalii znalazłam tylko kilka pokruszonych na drobno orzeszków włoskich. A gdzie owoce i inne orzechy? Już wolę chińskie smakołyki z taro! A będąc jeszcze w Chinach spróbowałam następujących lodów: z czerwonej fasolki, z zielonego groszku, ryżowe pięć skarbów, jabłkowe i bananowe. W rankingu ciągle na pierwszym miejscu są lody z taro!

Spostrzeżenia

duo.na

Juz prawie normalnie funkcjonuję po długim locie do Ojczyzny, który zamiast nastu trwał dzieścia godzin. Siedąc na lotnisku w Amsterdamie, ze zdziwieniem i zainteresowaniem oglądałam tłumy białych biegnących z walizkami w różnych kierunkach. Powoli przypominałam sobie, że są tacy, co mają białą skórę, jasne włosy, i że są wysocy a do tego często grubi.

Natomiast w kraju zaatakowały mnie: niebieskie niebo i białe chmurki, duża ilość tlenu w powietrzu, słodycze (szarlotki, serniki i w szczególności kokosowa princessa) i oczywiście czworonogi żądające by się nimi zająć natychmiast. W sklepach nikt się nie przepycha bez kolejki, nie krzyczy, w autobusach też bez szturchania, i nikt nie człapie w zadużych butach. Po dzisiejszym spacerze stwierdzam, że społeczeństwo polskie jest otyłe i koloru blond.

A skoro mam wakacje, to zamierzam leżeć, czytać, jeść (i niedługo jedynym ciuchem w jaki się zmieszczę będzie dres) i oczywiście spełniać zachcianki futrzaków. I nie rozumiem dlaczego, skoro świeci słońce, jest zimno - tzn. dwadzieścia kilka stopni, ale tym się nie przejmuję, bo swetry zimowe są w zasięgu ręki :)

Emy

duo.na

czyli najbardziej nieszczesliwa jednostka.

Zapytalam kiedys moich studentow, co jest dla nich najwazniejsze w zyciu. Byli jednomyslni - money! Probowalam tlumaczyc, ze pieniadze szczescia nie daja, ale w tym kraju forsa jest na piedestale, przyjazn czy milosc, rodzina czy zdrowie to kwestie drugorzedne (moze nawet trzeciorzedne). I wtedy jeszcze nie znalam przypadku Emy, ktory jest jak najbardziej typowy dla tego spoleczenstwa.

Emy - 31 letnia nauczycielska jezyka angielskiego w szkole sredniej; rozpieszczone dziecko bogatych rodzicow; ukonczyla handel zagraniczny i bardzo chciala zalozyc wlasna firme, ale tato w trosce o dobro dziecka oczywiscie, zmusil ja by zostala nauczycielka (jak sama twierdzi: "chcial bym byla szczesliwa"). Nastepnie w trosce o corke tato podsunal jej kandydata na meza. Szkole, w ktorej pracuje "zalatwil" tata, bo zna dyrektora; dzieki temu dziewczyna zostala dyrektorem odpowiedzialnym za dzial miedzynarodowy. Wyslano ja na 3 miesieczny kurs angielskiego do Australii a ze ciagle byla smutna, to dyrektor szkoly zwrocil pieniadze za bilet i podniosl kieszonkowe na wyjazd. Ma tylko 3 godziny zajec tygodniowo, ale stale niezadowolona mine.

Poznalam ja we wrzesniu i myslalam, ze po prostu cos sie stalo i dlatego jest nie w humorze. Probowalam rozmawiac. Pojechalysmy do city na obiad i zakupy przed wyprawa do kraju kangurow (w pazdzierniku wyjechala do Australii). Kupila sukienke (polowa pensji nauczyciela!), buty i parasolke, ktora miala chronic ja od slonca. Ale parasolka kosztowala 350 RMB - naprawde ladna mozna kupic juz za 30RBM - to dla porownania :) Duzo opowiadala o tym co chialaby robic, ale nie moze, bo tata.... Tata placi za wszystko: kupil mieszkanie i je urzadza. Pensja nauczycielki do drobne, ktore Emy ma na swoje wydatki, czy raczej "waciki".

Emy nienawidzi wszystkiego: szkoly i swojej pracy; wspolpracownikow, ktorych ma za byleco; foreign teachers, bo zarabiaja wiecej niz ona; swojego meza a dziecko zaledwie toleruje. Ale z usmiechem opowiada o znajomych ze studiow, o wspolnych spotkaniach, dyskusjach i pobytach w nocnych klubach.

Nie raz widzialam ja rano bardzo zmeczona po nocnych eskapadach. Wchodzila do biura i przesypiala pol dnia. Robilismy z niej niewybredne zarty - my czyli foreign teachers, ale jednoczesnie wspolczulismy, ze nie potrafi cieszyc sie z zycia. I Emy bede uzywac jako przyklad dla moich nastepnych studentow, ktorzy stwierdza, ze pieniadze to wszystko, co w zyciu najwazniejsze!

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci