Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

Lubie....

duo.na

Po ostatnim malo optymistycznym wpisie czas na przyjemna lekture. Bo w moim chinskim zyciu pieszcze kazda mila chwile, doceniam to, co wczesniej uwazalam za rzecz normalna.

I lubie:

- budzic sie wczesnym rankiem, prawie bladym switem (ok 4 rano) i sluchac niczym nie zagluszonego spiewu ptakow,

- spacerowac po pobliskim wzgorzu w dzien i wieczorowa pora, unikam tylko "godzin szczytu",

- pic kawe z nowej filizanki, a mleko nalewam juz nie z kartonika lecz z nowego dzbanuszka (ktorego znalezienie zajelo mi ok. tygodnia, bo nie jest to przedmiot powszechnego uzytku w tym pieknym kraju),

- owinac sie kocem i oddac sie lekturze (chwilowo nie moge z braku ksiazek),

- zasiasc przed komputerem z goraca herbata i przesledzic zycie ulubionych blogowiczow,

- a najbardziej lubie drapac mojego brytyjskiego kocura za uchem... no moze jednak najbardziej lubie te kawe, ale kot jest zaraz na drugim miejscu.

I zycze wszystkim slonecznego i wesolego weekendu, ktory ja zaczne wczesniej niz Wy. Ha! - to tez lubie!

Klapki z oczu

duo.na

Wczoraj umowilam sie ze znajoma na kawe. Spotkalysmy sie w kafeterii, ktorej nie lubie, bo przesiaduja w niej chinskie snoby, ale skoro ona zna tylko te jedna.... Na szczescie nie bylo tloczno a co sie z tym wiaze calkiem cicho.

Rzeczona znajoma, nudzac sie troche, postanowila popracowac. Zatrudnila sie jako nauczyciel angielskiego w jednym z centrow szkoleniowych. Wyszla spod klosza, pod ktorym do tej pory skrzetnie sie skrywala opowiadajac tym, co nigdy w Chinach nie byli, jaki to wspanialy kraj. Do tej pory, czyli juz dwa lata, mieszkala tu "przy mezu": nie pracowala, stolowala sie w drogich restauracjach w zachodnim stylu, przemieszczala sie wylacznie taksowkami, gdy czegokolwiek potrzebowala zalatwieniem problemu zajmowala sie asystentka meza - Chinka. Tubylcow widywala tylko w sklepach i restauracjach. Zylo sie jej milo, wygodnie i beztrosko. Gdy opowiadalam o moich doswiadczeniach tylko ze zdziwienia otwierala szeroko oczy. Do czasu....

W instytucie zobaczyla, ze Chinczycy nie sa pilnymi uczniami, ze sa raczej leniwi, malo kreatywni i niezainteresowani niczym, ze wiele wymagaja a sami nic nie robia. Przekonala sie, ze sa nacjonalistami, ksenofobami, rasistami, itp, itd. Zmuszona do czestszego przemieszczania sie po miescie spostrzegla, ze pluja na ulice, krzycza, przepychaja sie, smieca, nie respektuja przepisow ruchu drogowego, nie szanuja drugiego czlowieka, nie toleruja zadnej, nawet konstruktywnej krytyki pod adresem spoleczenstwa czy panstwa chinskiego.

Przekonala sie tez, bardzo bolesnie, ze nie moze liczyc na pomoc z ich strony w razie potrzeby. Za wszystko trzeba placic, nawet za usmiech i mile traktowanie. To, co do tej pory uwazala za uprzejmosc czy uczynnosc okazalo sie platna usluga. Instytut, w ktorym sie zatrudnila, nie zaplacil jej i nie zaplaci - za to zmusil ja do "odebrania pieniedzy" poprzez udzielane jej lekcje chinskiego; a uniwersytet, z ktorym nawiazala kontakt, chcial po prostu by kilku studentow zostalo zatrudnionych w przedsiebiorstwie jej meza (znana fabryka niemieckiego koncernu).

Dziewczyna jest w depresji, ale niedlugo bedzie lepiej. Pracuje tylko do konca maja a potem poradzilam jej wyjazd do Europy. Postanowila, ze odwiedzi jedna z kolezanek i rodzine i moze jakies SPA.

I tytulem zakonczenia. Powiedziala mi, ze jej kolezanki czesto w rozmowach powtarzaja, ze powinna byc szczesliwa, bo przeciez nie kazdy moze mieszkac w Chinach. Tak potwierdzam, jest wybrancem, bo nie kazdemu dane jest przezyc depresje w Chinach.

Miasto sie rozwija

duo.na

Oznak kryzysu ekonomicznego to ja w moim miescie nie widze. Rozwija sie ono ze zdwojona sila. Kazdego miesiaca spostrzegam nowy wykop w ziemi, znika stary budynek by natychmiast w tym miejscu stanal nowy. Budowane sa kilometry nowych drog - jeszcze nie tej dojazdowej do moich przedmiesc. W ciagu roku zostalo wymienione 90% taboru komunikacji miejskiej, ze smrodziuchow spalinowych na niesmrodzace. Tylko ciezkie, wielkie ciezarowki ciagle wydzielaja czarne dymy z rur wydechowych.

Dodano dwie linie BRT czyli szybkich autobusow miejskich. W ubieglym tygodniu, zupelnie przez przypadek odkrylam, gdzie dociera jedna z nich..... do nikad. Petla jest na pustkowiu. W okolicy jest 1 fabryka i kilkanascie niezamieszkalych blokow. Zupelne bezludzie. I nawet bym sie tym nie przejela, gdyby nie fakt, ze wystarczyloby kilka dodatkowych przystankow i mialabym te linie "pod nosem". Czyli mialabym komfortowy transport do centrum i powrot o "ludzkich" godzinach czyli ok 21 a nie jak do tej pory 18.30 ostatni autobus.

Juz nawet kombinowalam by dojezdzac to petli rowerem, co zajelo by mi ok 20 minut. Ale nie mam gdzie zaparkowac! Przeciez roweru nie porzuce w polu, bo czym bym wrocila!

Czy naprawde nie mozna bylo pociagnac tej linii do najblizszego miasteczka? Zauwazylam, ze autobusy te zawsze kursuja puste, najwyzej 3-4 pasarezow. Dla odmiany ten, ktorym ja podrozuje peka w szwach! A moze nie chodzilo o zapewnienie transportu, tylko o zachecenie do osiedlania sie w blokach, ktore juz od dluzszego czasu stoja puste?

Zapewne byl jakis cel w takim rozmieszczeniu nowych linii, tylko nikt nie jest w stanie odpowiedziec na pytanie: jaki?

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci