Menu

Śladami Cesarzowej

podążają Ci, dla ktorych chińszczyzna to coś więcej niż ryż z warzywami w pięciu smakach....

urzedy, pankejki, praca, czyli bol glowy

duo.na

mnie nawiedzil. Raczej jest ze mna od soboty. Obywatel J smieje sie, ze to wynik niecheci do pracy. Tu sie gleboko myli,  bo prace lubie, chyba nawet sie stesknilam za robota. Zrwot, ktorego uzyl w rozmowie to "work shy", cos co nie ma odpowiednika w jezyku polskim, a okresla osobe, ktora stroni od pracy. Pamietam, ze wyspiarskie gazety, okreslaja tym zwrotem osoby z otoczenia krolewskiej rodziny, ktore nie wykazuja zainteresowania praca. Mialalm problem z przetlumaczeniem. Nie, nie jestem purysta jezykowym. Jezykiem polskim wladam coraz gorzej, ale wkurza mnie, gdy uzywane sa spolszczenia angielskich slow lub zwrotow, szczegolnie, gdy odpowiednik w jezyku polskim istnieje. Dzis rzucily mnie sie na oczy "pankejki". Prawde mowiac nie wiedzialam jak to przeczytac, myslalam o naklejkach i zwyklej literowce. Okazalo sie, ze rzeczony pankejk to po prostu placek/placuszek, cos co wyglada jak racuch.

Potem zadzwonilam do urzedu (powinnam napisac: W KONCU DODZWONILAM SIE DO URZEDU), bo nareszcie znalazlam prowidlowy numer telefonu. Rece do tej pory sie trzesa. Mam traume, po kontaktach z polskim urzedem na obczyznie, sprzed dwoch lat. Wiem, jestem upierdliwym petentem. Dokument jest potrzebny, potem nie jest. Informacja jest w internecie, ale strony u siebie otworzyc nie moge, wiec na spotkanie tez sie nie umowie, bo mozna tylko internetowo. Poczekam do wiosny, wtedy wycieczka do wielkiego miasta bedzie przyjemniejsza.

***

Zrob zdjecie - mowi Obywatel J. Zrobilam, ale jeden komputer zamieszcza teksty, a drugi obrabia i wstawia zdjecia. Slonca nie ma, bo niebo zakryly chmury smogowe, ktorych z braku wiatru mam pod dostatkiem. Jutro bedzie lepiej!



tak blisko a tak dlugo!

duo.na

Pewnej niedzieli, korzystajac z przerwy w deszczu (tak, tak, pisalismy sie na pore sucha a padalo 10 dni bez przerwy) oraz przerwy w zajeciach, postanowilismy odwiedzic miasteczko nieopodal - Kampot (polska wiki naprawde niewiele informuje). Przewodniki mowily o odleglosci 1.5 godziny autobusem lub 2 godziny pociagiem. Nie jestesmy maniakami kolei, ale skoro nowootwarta, to postanowilismy sprobowac, nie zwazajac na niemilosiernie wczesna pore odjazdu, 7 rano!. Powod podrozy byl nastepujacy: odpoczac od halasu i kurzu oraz jesli sie uda kupic herbate i pieprz, ktory jest lokalnym specyfikiem.

przedzial1

Pociag i przedzial

przedzi1przedzi2przedi3

Dowolne pozycje podrozowania

Dwugodzinna podroz okazala sie nieco dluzsza, ale miasto wynagrodzilo z nawiazka. Poniewaz powrotny pociag byl w samo poludnie, obawiajac sie, ze nie bedziemy miec wystarczajaco duzo czasu na obejrzenie okolicy, postanowilismy wrocic autobusem. Znany nam, zaufany przewoznik nie mial jednak transportu po poludniu, wiec skorzystalismy z jedynego mozliwego, we wczesnych godzinach popoludniowych.

 komp1

Miasto, ukazalo sie naszym oczom czyste, zorganizowane, ciche a co najwazniejsze, pelne malych restauracyjek oferujacych doskonale lokalne jedzenie, po niskich cenach oraz odpowiednia ilosc kawiarni, wiadomo z kawa i slodkimi wypiekami.

 

Miasto urzeklo nas swoim kolorytem, gdybysmy mieli ze soba paszporty, zostalibysmy tam conajmniej na jedna noc. Kupilismy herbate, kawe, pieprz, objedlismy sie dobrego jedzenia i ze smutkiem wsiedlismy do autobusu powrotnego, ale nie obylo sie bez niespodzianek. Autobus przyjechal opozniony o godzine, pakowanie ludzi i bagazu zajelo I'm sporo, bo jakos nie mogli sie doliczyc pasazerow i sprzedanych biletow oraz pomieszali ludzi do roznych miast jadacych. Ruszylismy, ale kierowca zatrzymal sie za najblizszym zakretem na dotankowanie. Potem, przecznice dalej, na sprawdzenie opony. Nie wiem co "naprawiali", ale wszystko odbylo sie z ludzmi na pokladzie. W miedzyczasie obserwowalam jak powstaja ponizsze kosze na smieci.



Pozniej juz bylo bez niespodzianek, do czasu, gdy na rozdrozu, tuz przed miastem docelowym, kierowca rozpoczal zbieranie haraczu, by dowiezc niektorych blizej ich hoteli. Pieniadze zebral, ludzi wypchnal gdzies, niekoniecznie blisko ich hoteli, po czym dojechal do miejsca wlasciwego. Wszytko to trwalo ponad 4 godziny, a mielismy spedzic w podrozy tylko 1.5! Dlatego na lotnisko pojechalismy juz tylko z zaufanym przewoznikiem!

 

urlop fitness czyli niewalentynkowy wpis niesponsorowany

duo.na

bo juz nie ma czego reklamowac, skoro biznes sie zwija, ale od poczatku.

Byly prawie 2 miesiace wolnego, ktorego szkoda bylo spedzac w domu rodzinnym, bo aura pogodowa niesprzyjajaca (zimno, wietrznie i snieznie). Gdzies do cieplejszego miejsca, by kosci wygrzac len podpowiadal. Warunek byl jeden: musi byc dostep do centrum fitness, czyli maszyny do cwiczen roznorakich, lekcje rozne (np. yoga, pilates, czy inny zdrowy kregoslup), czyli moze uda sie schudnac co nieco? Oferty w Tajlandii sa glownie do miejsc, gdzie nacisk jest na medytacje, a od niej przeciez sie nie chudnie! Zupelnie przez przypadek wpadl w oko bootcamp czyli oboz kondycyjny. Wprawdzie do Kambodzy planu nie bylo, ale byla znizka na czterotygodniowy pobyt i bilet znalazl sie za calkiem przyzwoita cene. Na zdjeciach przewazali spoceni faceci bez koszulek, ale oferta cwiczen zawierala yoge, pilates (ktorego pozniej nie bylo) i aerobic.

crossfit1czesc malpiego gaju do cwiczen

Przybytek okazal sie oaza zieleni w pustyni betonu, prowadzona przez Francuza i jego kambodzanska malzonke. Zajecia byly rano oraz po poludniu i przewidywaly udzial osob o roznym poziomie fitness. Ku mojej uciesze bylo tez kilka dziewczyn, wiec nie czulam sie jak kompletny kosmita. W odroznieniu od regularnych zajec, jakie mozna miec w osiedlowym fitness klubie, lekcje trwaly od 1.5 godziny do dwoch, a cwiczenia dopasowane byly do mozliowosci uczestnikow. Z proponowanych: crossfit, fat burning, trx, abs, aerobik, yoga, thai boxing (tego nigdy nie sprobowalalm) najbardziej lubilam fat burning a zaraz potem cwiczenia na miesnie brzucha. Aerobik byl pewnego rodzaju wyzwaniem, bo zona glownego instruktora miala calkiem luznie podejcie do rytmu, wiec albo cwiczylam w rytm muzyki, albo wg wykrzykiwanych przez nia odliczen.

 domownicy3

w lekcjach uczestniczyli tez domownicy (czasem corka, najczesciej Pablo i Brutus);

Na poczatku, gdy odkrylam podreczna biblioteczke, z zapalem oddalam sie pasji, ale z uplywem dni zmeczenie dawalo sie we znaki i checi na czytanie bylo mniej. Brak snu mial na to swoj wplyw: wszedobylskie komary (tradycyjny dom trzcinowy, ma tyle dziur, ze nawet spreje nie pomagaja, a masci aplikowane na skore tez tylko czesciowo byly skuteczne), okoliczne koguty i psy prowadzily rozmowy przez cala noc, do tego odglosy pobliskich budowli. Tak, tak, choc osrodek byl w ogrodzie, to cala okolica, cale miasto nawet stanowilo jeden wielki plac budowy (o tym drobnym fakcie na zadnej ze stron internetowych nikt nie informowal. Wiec specjalnie cicho nie bylo.

Wysilek fizyczny bardzo mnie sie spodobal, juz mi nawet brakuje, bo zagonic siebie do cwiczen przed telewizorem trudno mi niezmiernie. Gdyby komus przyszlo do glowy uczestniczyc w podobnym programie donosze, ze nie schudlam, wrecz przeciwnie przytylam 2 kilogramy a Obywatel J ani nie schudl ani nie przytyl.

Na kilka dni przed koncem pobytu dowiedzielismy sie, ze osrodek byl wynajmowany i wlasciciel sprzedal przybytek Chinczykom a zarzadzajaca nim rodzina ma 3 miesiace na zwiniecie biznesu i przeprowadzke. Jak znajda cos odpowiedniego to rozesla informacje, wtedy podam zainteresowanym.

© Śladami Cesarzowej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci